sobota, 2 sierpnia 2014

Pierwsze koty za płoty :)

Dziewczyny są już w domu :) Miały przyjechać w czwartek, ale udało się i były u nas już dzień wcześniej :)
We wtorek rano telefon – nasza pani doktor. „Dziewczynki przyjadą jutro rano, jesteście gotowi?” – na to zdanie czekałam cztery miesiące…
Ale jak to „jutro”? Miały być pojutrze. Aaaaaa! Ogarnęła mnie lekka panika – czy na pewno wszystko mamy gotowe?
Musieliśmy jeszcze odebrać wózek, przecież w czymś na spacer trzeba będzie pójść :)Mieliśmy odebrać go w czwartek, ale skoro plany dziewczyn się pozmieniały, odebraliśmy go w środę z samego rana.
Wózek wraz z całym oprzyrządowaniem (foteliki itp.) otrzymaliśmy od mojego Szefa, jako prezent od firmy. Dodatkowo pracownicy zrobili zrzutkę i dostaliśmy jeszcze dwie ogromne torby z zabawkami, kocykami, ręcznikami i spory zapas pieluch i chusteczek nawilżanych :) To naprawdę coś. Jeszcze raz stokrotne dzięki!!! :)
Zapakowaliśmy auto po sam dach :)
Ze szpitala Ania i Alicja przyjechały jak na gwiazdy przystało – samochodem z szoferem;) (karetka), a do domu pan doktor wnosił Je na rękach :)
W domu czekały już panie z hospicjum i cały potrzebny (oby okazało się, że jednak nie był potrzebny) sprzęt. Ogólnie dosyć spore zamieszanie :) Dopiero gdy wszyscy poszli, mogliśmy nacieszyć się „sam na sam” z naszymi dziewczynkami :) Po południu pojechałam jeszcze do Olka, w końcu nie możemy zostawić Go samego :) Minęły pierwsze noce dziewczynek poza szpitalnymi murami. Trochę się denerwowałam, ale nie było źle. Nasze kruszynki smacznie spały, budziłam Je tylko na karmienie i podanie leków. Jeśli tak będzie nadal, może jakoś przetrwamy te pierwsze kilka lat? :)
Alicja i Ania w swoim (tymczasowym) łóżku
Te piękne ochraniacze uszyła Ciocia Reginka – pozdrawiamy i dziękujemy !!! :)


P.S. Może Oluś w przyszłym tygodniu do nas dołączy ;)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza