wtorek, 11 listopada 2014

Nowy wróg

Trudno mi dziś pisać, ale może kilka osób chce wiedzieć, co się dzieje, a nie chce dzwonić i mnie niepokoić. Dzięki – nie miałabym sił o tym rozmawiać.
Mamy nowego wroga – padaczkę. Lekarze jeszcze nie nazwali jej po imieniu, czekamy na badania, które pozwolą postawić diagnozę. Do szpitala trafiłyśmy z Anią w niedzielę.
Po kolejnym ataku przyjechałam z Nią na ostry dyżur. Dziś, dzięki Bogu, mamy wtorek i nie było żadnych badań. Dlaczego? Bo jest długi weekend! Nie ma kto zrobić eeg. Dobrze, że przynajmniej lekarze dyżurni nie mieli do nas pretensji, że chorujemy w weekend :P (ciekawe, gdyby to spotkało któregoś z (p)osłów, to czy też czekaliby na badania, „bo długi weekend”…) Mogłam wrócić w niedzielę do domu i umówić się na eeg, ale terminy są odległe. Mogłam też znów przyjechać na ostry dyżur, ale wtedy cała procedura odbyłaby się od początku (w niedzielę przyjmowali nas ponad 3 godziny…), a tak przynajmniej w razie silnego ataku Ania ma opiekę.
Jestem z Nią w szpitalu. Za miejscówkę na sali i łóżko polowe płacę 20zł/dobę. Jakim prawem? Przecież to szpital do jasnej cholery, a nie hotel! Polska SŁUŻBA ZDROWIA to jakaś farsa. Czyję się, jak bohaterka filmów Barei. Czy kiedyś będzie lepiej?
Mam nadzieję, że jutro zrobią nam to eeg (to jeszcze nic pewnego!). Ania bardzo cierpi, chciałabym Jej ulżyć, a w tej chwili nie wdrażają leczenia, ponieważ mogłoby ono zafałszować obraz badania.
Boję się, żeby nie okazało się, że mamy do czynienia z Zespołem Westa lub padaczką lekooporną. Może widzę wszystko w czarnych barwach, ale już nie potrafię inaczej :(
Odezwę się znowu, gdy będę coś wiedziała. Proszę, trzymajcie kciuki za Anulkę. Dziękuję.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza