sobota, 14 lutego 2015

14 lutego, Dzień… Chorych na epilepsję

Dziś Dzień Świętego Walentego. Pierwsza myśl: Dzień Zakochanych. Nie wszyscy jednak wiedzą, że Św. Walenty jest również patronem chorych na padaczkę.
„Św. Walenty był biskupem Terni pod Rzymem. Za czasów cesarza Klaudiusza II Gota (ok. 269 r.) poniósł śmierć męczeńską.

Legenda mówi, że św. Walenty zajął się popieraniem zakochanych jeszcze za swego życia, kiedy wystąpił przeciwko edyktowi cesarza, zakazującemu zawierania małżeństw. Cesarz Klaudiusz II Gocki z rozczarowaniem zauważył, że żonaci mężczyźni chętniej zostają w domach, zamiast ochoczo uczestniczyć w wojnach i dzielnie walczyć za Rzym. Św. Walenty zignorował ów zakaz i w tajemnicy udzielał ślubów młodym, zakochanym parom. Niestety, sekret się wydał, a Święty został pojmany, wtrącony do więzienia, a następnie stracony.
Według drugiej wersji okoliczności śmierci św. Walentego były zgoła inne: jako człowiek świątobliwy Biskup Terni w III wieku został obdarzony przez Boga niezwykłą mocą uzdrawiania. Wieść o tym dotarła do rzymskiego filozofa Kratona, którego syn był ciężko chory na padaczkę i czekało go życie pełne cierpienia. Św. Walenty zgodził się pomóc rodzinie Kratona pod warunkiem, że ten się nawróci. I rzeczywiście, przekonany cudem dokonanym przez Świętego, Filozof ochrzcił się, a wraz z nim jego bliscy i uczniowie. Niechętnie jednak przyjął to senat rzymski – uznano św. Walentego za osobę niebezpieczną dla państwa, aresztowano go i skazano na śmierć.
Kult Świętego rozwijał się dość szybko. W miejscu, w którym Męczennik został pochowany, już w IV wieku papież Juliusz I kazał wznieść bazylikę. Ponieważ padaczka, a także wszelkiego rodzaju choroby nerwowe, były wówczas w Europie bardzo częste, Święty znalazł licznych czcicieli na całym kontynencie.”*
Wielu z nas padaczka kojarzy się przede wszystkim z drgawkami, ślinieniem i utratą świadomości chorego. Tak jednak nie jest. Epilepsja to bardzo przebiegła choroba. Objawia się na milion sposobów, czasem zwykłym tikiem nerwowym, i potrafi siać spustoszenie w organiźmie, szczególnie u tak małych dzieci, jak Ania. My mamy do czynienia z tzw. napadami zgięciowymi. Napinają się Ani wszystkie mięśnie, głowa zgina się do klatki piersiowej, Ania jest wtedy przytomna. Trwa to krótką chwilę, jednak ta chwila wystarczy, by Ania była wyczerpana. Jej organizm broni się przed atakami 24godz na dobę, nie ma „czasu” się rozwijać. Dlatego tak ważne jest odpowiednie leczenie i dlatego tak cieszymy się z tych pierwszych dni bez ataków.
Epilepsja może objawić się w każdej chwili naszego życia. Nikt z nas nie może powiedzieć: „Mnie to nie dotyczy, nigdy mnie to nie spotka”. Dlatego proszę, nie odwracajmy wzroku, nie udawajmy, że chorych nie ma wśród nas. Traktujmy ich normalnie, a kiedy trzeba, podajmy pomocną dłoń.


*Ks. Paweł Staniszewski

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza