sobota, 26 września 2015

Proszę, przeczytaj, zanim usuniesz KOLEJNY apel o pomoc dla chorego dziecka...

Znalezione w sieci...
"Rodzice chorych dzieci żebrzą o pieniądze - mówisz, patrząc z góry na plakaty, apele i prośby o udostępnienie.
Jestem zalewany nachalnymi prośbami o pieniądze i w dodatku ciągle ci oszuści - dodajesz zniesmaczony.
Mi nikt nie pomaga, jakoś sobie radzę! Też mam ciężko - i widzę już, jak na końcu języka masz zdanie - a może nawet ciężej?
Od tego są fundacje. Nie będę wyręczać NFZ.

Co oni sobie wyobrażają, że mają czelność przerwać ci poranne picie kawy lub wieczorne herbaty.
Jakieś dziecko oplecione kroplówkami i kablami, oklejone plastrami, ziejące chorobami psuje ci nastrój śniadaniowy. Czujesz prawdziwy niesmak, bo odważyło się przerwać twoją wizję na najbliższe 10 minut życia, wyrywając z niego całe 30 sekund, bo przecież i tak nie doczytałeś do końca.
Masz prawo zamknąć zdjęcie, ukryć wiadomość, wyrzucić ją na samo dno kosza na śmieci albo i serca, ale proszę, nie pisz nigdy, że pomagasz, ale po cichu, ale nie tym, tylko innym, jakimś bliżej nieokreślonym, bo reszta to złodzieje i żebracy. Nie pisz, że od tego są fundacje, skoro nie wiesz, jak to wygląda, czyli że fundacja daje subkonto, aby było uczciwie. Czasem pożyczy puszki, żeby można było w nie zbierać, o ile znajdzie się ktoś chętny.
Nie pisz, że ludzie, którzy udostępniają apele lub zaznaczają, że przybili piątkę, robią to tylko dlatego, aby pokazać własną dobroduszność. Dla nich pomaganie to naturalny odruch, ot wstawiłam wodę na herbatę, pranie do pralki, przybiłam dzieciakowi piątkę, więc dlaczego by o tym nie napisać w modnym szale wiadomości o tym, kto kiedy zrobił kupę i co zjadł na obiad. Chociaż mógłbyś napisać, że chwali się, jaki jest dobry w gotowaniu, to kłuje cię w oczy ten jeden gest w stronę słabszego.
Gdy piszesz, że nie pomagasz, bo ciągle trafiasz na oszustów, to ja myślę, że tak naprawdę guzik cię to interesuje, skoro przelałeś pieniądze na konto złodzieja, bo gdybyś przysiadł nad strumieniem, podumać nad tym dzieckiem, to może zorientowałbyś się, że takiej osoby nie ma w fundacji.
Gdy piszesz, że tobie nikt nie pomaga i też masz ciężko, w domyśle - może nawet ciężej, przejdź się korytarzem onkologii, gdzie między ścianą z prosiaczkiem a ścianą z puchatkiem wyglądają duże, ciemne oczy i łysa główka. Przejdź się korytarzem kardiologii i zobacz, jak wyglądają jagodowe usta dzieci z ciężkimi wadami serca. Przejdź się po cmentarzu alejką z najmniejszymi nagrobkami i zapytaj tego, co pozostało ci tam w środku, czy byłeś kiedyś dzieckiem, które chciało zostać w przyszłości lotnikiem. Czy myślałeś wtedy nad tym, kto nim zostanie, jeśli ty nie zdążysz?
Skoro już siedzisz w wygodnym, miękkim fotelu, spójrz teraz w oczy swojego dziecka i przysięgnij, że nie poprosisz nikogo o pieniądze, gdy jedynym ratunkiem dla niego będzie leczenie za granicą, na które nie będzie cię stać, choćbyś sprzedał wszystko, co masz w domu i spał w kartonach. A teraz pomyśl, że znajdzie się wtedy mnóstwo ludzi, którzy otoczą was pomocą i będą zalewać wiadomościami twoich znajomych, mając czelność przerwać im poranne picie kawy lub wieczorne herbaty.
Masz prawo zamknąć zdjęcie dziecka lub wiadomość od znajomego.
Masz prawo nie pomóc.
Możesz jak najbardziej przejść obojętnie.
Zgadzam się z tym, że każdy ma prawo do własnej opinii, ale czasem lepiej byłoby zachować ją dla siebie.
Nikogo nie interesują powody, dlaczego tak bardzo nie pomagasz. Jeśli ktoś nie chce pomóc, znajdzie sobie na poczekaniu sto. Jeśli ktoś chce pomagać, nie potrzeba mu żadnego, po prostu to zrobi."

1 komentarz:

  1. Ja na swoim blogu mam taką akcję Wcześniacze historie. Co prawda w zamyśle stworzona po to by pokazać losy innych wcześniaków, ale kiedy na jednej z grup na fb zauważyłam post mamy proszącej o pomoc dla dziecka od razu wysłałam jej wiadomość, że może chce się też ogłosić na moim blogu. Dla mnie to było oczywiste. Mam takie miejsce, więc skorzystaj kobieto. Miliony od moich czytelników nie polecą, ale zawsze kilka cegiełek więcej. A potem czytałam gdzieś na blogach, które mnie obserwowały, że jak można się wybijać na obcych historiach, że jakby pieniądze do zebrania były mniejsze to by historia nie zyskała uznania. Oczywiście nigdzie nie padła nazwa mojego bloga, ale ja wiem, że piła do mnie. Jeszcze mi się nie zdarzyło odrzucić historii. Dla mnie każda jedna jest osobistą tragedią kogoś, dla tego kogoś najgorszym przeżyciem. I masz rację, jak ktoś chce pomagać to robi to z automatu. Jak nie chce to zaraz robi wokół tego wielkie halo.

    OdpowiedzUsuń