środa, 21 września 2016

Moich 5 grzechów głównych



Usłyszałam kiedyś, że ludzie, którzy są idealnymi rodzicami, przestają nimi być, gdy rodzą się im ich własne dzieci... 
Bo łatwo jest być idealnym rodzicem, gdy nie ma się własnych dzieci.
Dokładnie tak było ze mną ;)*




Przyznaję się do 5  grzechów głównych:

1. Jedzenie - dzieci powinny jeść zdrowo. Najlepiej tylko owoce i warzywa gotowane na parze, chude mięso (oczywiście ze sprawdzonych hodowli, bez hormonów i antybiotyków). Słodycze i napoje gazowane powinny nie istnieć w dziecięcym świecie, a McDonald's to zamo zło. Dziecko nie chce jeść obiadu? Nie musi, ale nie dostanie też deseru. Zgłodnieje, zje kolację.
A jak jest?
Widzieliście kiedyś mamę biegającą za dzieckiem z jedzeniem, próbującą wepchnąć malcowi co nieco do buzi? To mogłam być ja! :) Olek jest w ciągłym ruchu, on nie ma czasu usiąść i zjeść. Często nie chce jeść w ogóle obiadu, niezależnie od tego, co jest w menu. Zdarzyło mi się więc kilka razy za nim biegać, wciskając mu choć jedną łyżkę zupy, czy banana. Cokolwiek, byle zjadł. Choć częściej wygląda to tak: na śniadanie - serek, na obiad - serek, na kolację - serek. Wtedy Oluś wszystko ładnie zje :D
Ale to jeszcze nic! Olek zna smak... frytek z McDonald's. Nie je ich codziennie ani nawet raz w tygodniu, ale gdy jesteśmy w trasie, frytki załatwiają sprawę obiadu.

2. Czas poświęcony dziecku -  Cóż... Olek wyciąga wszystkie chusteczki z opakowania albo zjada lody prosto z pudełka, które wyciągnął sobie przed chwilą z zamrażarki? A czymże są te kilka chusteczek, czy parę łyżeczek lodów w zamian za chwilę ciszy i spokoju? Znacie to? Ja znam doskonale. A kiedyś wydawało mi się, że tak nie można, że jak to tak... Kiedyś... Teraz czasami sama mam ochotę podrzucić mu coś "zakazanego", co go zainteresuje, byle mieć chwilę dla siebie :)

3. Zabawki - tylko te edukacyjne, żadne głośne z mrugającymi światełkami. Książeczki kontrastowe albo ze zwierzątkami, żeby wiedział, jak wygląda świnka, a jak krowa. Ble, ble, ble... Olek do szczęścia potrzebuje kluczyków od samochodu. Na co było tyle kasy wydawać na te wszystkie fiszerprajsy?

4. Nawilżane chusteczki - Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego rodzice małych dzieci używają ich prawie przy każdej okazji? Przecież one nie są tanie - biorąc pod uwagę ilości, w jakich się ich zużywa. A wystarczy przecież dziecku umyć ręce i po sprawie. Taaa... Zastanawiało mnie to aż zrozumiałam, że chusteczki są zawsze pod ręką, dziecko nie zdąży więc wybrudzić siebie, innych i przy okazji ściany po drodze do łazienki, a łazienka (i dziecko) nie będzie zalana wodą, nie będzie też trzeba przebierać ancymona kolejny raz w ciągu godziny. Poza tym fajnie się nimi wyciera kurze ;) Lubimy chusteczki nawilżane.


5. Do dzieci trzeba mieć cierpliwość, nie można na nie krzyczeć, denerwować się. - No! To prawda, nie krzyczę. Ja... klnę jak szewc. Naprawdę! Gdy się zdenerwuję, z moich ust leci wiązanka, której nie powstydziłby się niejeden menel spod monopolowego. Ale tylko, gdy jestem sama. W sensie z dziećmi, bo ja nigdy już nie jestem sama (if you know, what I mean...). Pozostaje mi więc mieć nadzieję, że pierwszym świadomym słowem Ani nie będzie "k***a". Albo po prostu przestać klnąć, ale chyba zostanę przy tej nadziei ;)

Więcej grzechów nie pamiętam (lista będzie pewnie rosnąć wraz z Olkiem ), żałuję za nie i pragnę... Nie... Nie poprawię się chyba nigdy, to silniejsze ode mnie :)

*Post odnosi się w głównej mierze do Olka. Dziewczynki jako dzieci niepełnosprawne, mają swoje potrzeby - często inne, niż "przeciętne".

13 komentarzy:

  1. Z czystym sercem i sumieniem podpisuje się pod tymi grzechami. Mam takie same. A może i gorsze ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak śpiewał Niemen: mam tak samo, jak ty :D w miarę udało mi się zapanować nad wiązankami, bo córa zaczęła powtarzać słowa, więc motywacja jest silniejsza :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że ktoś ma podobne podejście ;-) Pozdrawiam - mama trójki, w tym muśniętego autyzmem synusia, o specyficznych potrzebach, często mijających się z wizją "idealnego" wychowania :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Choćbym siebie widziała :)
    Myśle że tak wygląda idealna mama:P
    Pozdrawiamy .
    p.s A z chusteczek nawilżających nigdy nie zrezygnuję !!! Sa idealne ! ;]

    OdpowiedzUsuń
  6. Im starsze dzieci tym mocniejsze słowa. .. Nie jest łatwo. A ja trzymam kciuki za Was i Olka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mam własnych dzieci, ale wystarczyły mi 2 dni z bratankiem (2 latka), kiedy bratowa poszła do szpitala na drugi poród i popełniłam wszystkie wyżej wymienione grzechy-aby tylko przetrwać, i oby tylko nie płakał! :D (Co innego mieć dziecko na godzinę/pół dnia, a na dwa dni, a na całe życie?!)
    1. Jedzenie... w głównej mierze: parówka, serki/Belriso, ba- na kolację pizzę mieliśmy! (moja wina)
    2. Czas poświęcony dziecku... Pozbyłam się go na 2h dzięki TV (moja wina).
    3. Zabawki... cała masa fisher price'ów, ale najlepszy i tak mój telefon. (moja bardzo wielka wina)
    4. Ktoś kto wynalazł nawilżane chusteczki i ręczniki papierowe powinien dostać nagrodę nobla- świetne nie tylko dla dzieci, ale również do kurzu, czyszczenia butów i czyszczenia wszystkiego! :D
    5. Wiązanki dla dzieci nie puszczam, nie krzyczę nawet jak się trzęsę z nerwów, ale burczę/furczę...
    Jak wrócili spałam na fotelu w salonie, a młody sobie wyjął jogurt z lodówki i wbił łyżeczkę w wieczko. Bratowa ryła ze śmiechu, ale oni na co dzień wcale nie są lepsi, więc spoko luz- nie jesteś sama. Ja pewnie kiedyś też idealną mamą nie będę. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha ha! Świetnie, brawo ;) Dobrze, że bratowa też "normalna" i nie gniewała się za ten jogurt ;) PS. Piszesz coś w sieci? Bardzo fajnie czytało się ten komentarz, aż chce się więcej ;)

      Usuń
  8. Im starsze dzieci tym mocniejsze słowa. .. Nie jest łatwo. A ja trzymam kciuki za Was i Olka.

    OdpowiedzUsuń
  9. aż nie chce mi się wierzyć, że Ty przeklinasz, nie umiem sobie tego po prostu wyobrazić ;) A co do chusteczek nawilżających - używam do wszystkiego, są cudowne, nie wiem jak mogłam kiedyś bez nich funkcjonować. Pozdrawiam!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nigdy nie przeklinałam. Nawet zwracałam uwagę mojemu mężowi, gdy mu się zdarzyło. Ale ostatnio to jakaś masakra :/ Chyba taki wentyl bezpieczeństwa. Lepsze to, niż miałabym krzyczeć na te dzieciaki :) Tak mi się wydaje...

      Usuń